środa, 2 stycznia 2008

Zimowy rower

rower: zdjęcie: Zimowy rower.Trenując zimą do kolejnego sezonu aż przykro byłoby katować dopracowany rower startowy, na którym planujemy się ścigać przez cały rok. Nie chodzi nawet o zwykłe zużycie napędu czy innych części. Zimowe jazdy potrafią skutecznie zdezintegrować większość komponentów, na które z bólem serca tak długo oszczędzaliśmy. Błoto wzmocnione przez sól niszczy łańcuch, zębatki, ścierają teflon z goleni widelca, wnikają w uszczelnienia doprowadzając do destrukcji piast, sterów i środka suportu. Śnieg i lód na zamarzniętych klockach skutecznie ”kosi” obręcze a pośniegowa maź chlapiąca spod kół wżera się w szkła okularów .

Posiadanie roweru zimowego jest więc nie tyle przydatne czy porządne. Oszczędności wynikające z nie używania roweru startowego zimą są po prostu całkowicie przeliczalne na złotówki, tym bardziej, że koszt złożenia sprzętu treningowego, dla osoby, która kilka sezonów jeździ na rowerze nie powinien być wysoki.

Jak zatem powinien wyglądać zimowy wół roboczy? Sprzęt, którego zadaniem jest przetrwać na zasolonych szosach i w zabłoconym terenie?

Rama
Ważne, aby miała jakąś rozsądną geometrię. Poza tym przydaje się możliwość zamontowania dwóch bidonów oraz błotników. Generalnie im prostsza konstrukcja, tym lepiej. Niecieniowana rama aluminiowa lub solidne cr-mo powinno sprostać mrozom i soli.

rower: zdjęcie: Zimowy rower.Widelec
Nie ma się czego obawiać. Sztywny widelec zimą to znakomite rozwiązanie. Nie dość, że jest tani, to jeszcze nie posiada elementów, które w podłych warunkach mogą ulec uszkodzeniu. Problemem może być odczuwalna zmiana geometrii roweru, zapobiec jej można, montując niedrogi widelec przeznaczony do rowerów streetowych/trialowych. Zaletą takiego rozwiązania jest nieco wyższa konstrukcja oraz często stosowany uchwyt do montażu hamulca tarczowego. Jazda na sztywniaku dostarcza niezapomnianych wrażeń, można poczuć się jak John Tomac lub inna legenda MTB ;) i powrócić do źródeł atakując trudniejsze technicznie odcinki właśnie na takim sprzęcie. Przy okazji będzie to znakomity trening umiejętności zjazdowych.

Napęd
Ważne, aby działał i nie przeskakiwał. Zima jest znakomitą porą na „dojeżdżanie” starych kaset, zębatek i łańcuchów. Szczególnie osoby stosujące metody X łańcuchów powinny mieć sporo tego typu komponentów w niezłym stanie do dyspozycji. W ramach oszczędności można zaopatrzyć zimówkę w stalowe zębatki z przodu. Ważą tonę, ale za to są praktycznie nie do zużycia. Niestety trudno uniknąć kosztów związanych z zacieraniem się pancerzy, można ewentualnie spróbować różnego rodzaju patentów w rodzaju kółeczek w miejsce ostatniego odcinka pancerza. Ponieważ sól i tak zniszczy wszystko, nie ma co kombinować, tylko kupić to, co w sklepie najtańsze ;)

Hamulce
Pięta achillesowa zimowego rowerowania. Nie dość, że klocki tradycyjnych hamuclów szybko pokrywają się warstwą lodu, to jeszcze zużywają się w błyskawicznym tempie. Dodatkowo zacierające się pancerze sprawiają, że do naciśnięcia klamki czasami potrzebna jest żabka hydrauliczna. Sposobem na uniknięcie pierwszego z problemów może być zastosowanie starych cantileverów – tam klocka jest dużo więcej niż w współczesnych „V-kach”. Na zatarte pancerze można zasugerować zastosowanie hamulców hydraulicznych, jednak są to dodatkowe koszty, których przecież nie chcemy ponosić. W ramach zadbania o swoje bezpieczeństwo można więc zaryzykować montaż mechanicznych hamulców tarczowych – powinny się lepiej sprawdzić od tradycyjnych canti czy v-braków. W ten sposób zaoszczędzimy również obręcze, które zimą wycierają się bardzo szybko.

rower: zdjęcie: Zimowy rower.Koła.
Pancerne, z obręczami o grubej ściance. Zimą drogi obfitują w liczne, nowo powstałe dziury, zatem nie ma co szukać oszczędności wagowych. Liczy się odporność na rozcentrowanie i przetarcie ścianki. W obliczu warunków na naszych szosach, stosowanie w zimówce wąskich opon mija się z celem. Lód i błoto pośniegowe skutecznie utrudnią jazdę na slicku. Tanie opony z drutem powinny rozwiązać sytuację. Szerokie zapewnią dobra przyczepność, jednak nalezy zachować umiar – za duża opona będzie się łatwo zapychała śniegiem i utrudniała jazdę. Do rowerów szosowych można zaś zaryzykować założenie opon z przełajówki (o ile się zmieszczą).

Wyposażenie dodatkowe
Podstawa zimą to... błotniki. Jak największe i zaopatrzone w różnorakie przedłużacze, chlapacze itd. Przy umiejętnym montażu będzie się z nimi nawet dało jeździć w terenie. Być może wyglądają one szkaradnie, jednak po pierwsze, zapewniają komfort jadącemu kolarzowi (suche buty, suche plecy, czysta twarz) a po drugie umożliwiają przeprowadzenie treningu w grupie. Jazda w nawet niewielkim peletoniku w towarzystwie chlapiących osób nie należy do przyjemności. Z przydatnych drobiazgów można zaopatrzyć się w izolowany bidon oraz naboje CO2 lub dużą pompkę. Możliwość szybkiego usunięcia defektu w sytuacji, gdy jest zimno i szybko się ściemnia jest naprawdę wiele warta. Dobrym rozwiązaniem jest, starym szosowym sposobem, włożenie długiej pompki pod ramę. Dla lepszej kontroli treningu na kierownicy powinny znaleźć miejsce licznik oraz pulsometr.

Oświetlenie
W sytuacji, gdy widoczność spada, wszędzie jest szaro – buro a kierowcy są czasami zaskoczeni widokiem rowerzysty na drodze w środku zimy, warto pamiętać o oświetleniu. Nawet tania lampka LED z przodu i z tyłu da nam szansę bycia zauważonym przez kierowcę samochodu. Białe, mrugające LEDy znakomicie sprawdzają się jako światło mijania – są widoczne ze sporej odległości, co powinno zapewnić rowerzyście choć odrobinę bezpieczeństwa. Dobrą sprawą są również odblaski, często lepiej widoczne niż mała mrugająca lampka. Można również pomyśleć o oklejeniu roweru (także z boku) odblaskową folią.

Konserwacja.
Po powrocie z przejażdżki jedną z pierwszych czynności powinno być opłukanie roweru wodą. Spłukanie soli sprawi, że utrzymanie roweru w dobrym stanie technicznym nie powinno być problemem przez całą zimę. Warto również pamiętać o wyczyszczeniu obręczy, aby nie zalegał na nich film z piasku i resztek klocków, który skutecznie przyczynia się do wycierania ścianek. Do łańcucha można stosować oliwki na mokre warunki lub... cokolwiek, np. popularne oleje do pił łańcuchowych.

Choć wydaje się, że składanie roweru tylko na te kilka miesięcy w roku to niepotrzebny, dodatkowy wydatek, tak naprawdę „zimówka” sprawdza się znakomicie i pozwala sporo zaoszczędzić. Stosując używane części lub nowe, ale niższej niż w rowerze startowym klasy, chronimy się przed kosztami związanymi z wymianą elementów, które często kosztują krocie. Nie ma obawy o to, że coś zardzewieje a nawet jeśli, to kosztuje na tyle niewiele, że nie żal a wymiana ewentualnie zamordowanych przez zimę komponentów nie będzie bolesna dla kieszeni. Dla posiadaczy rowerów „letnich”, które kosztowały już 3-4 tysiące złotych, złożenie „zimówki” na starych częściach za np. 800-1000 złotych może być już wyraźną oszczędnością (brak konieczności wymiany napędu, klocków, linek, pancerzy i obręczy). A na wiosnę, przesiadając się z ciężkiego złomstwa na zakonserwowany i świeży rower startowy będziemy po prostu fruwać ;)

źródło: http://www.bikeworld.pl/rower/artykul/1295/3/

niedziela, 16 grudnia 2007

Rower do freeride'u (FR)

- dla każdego, kto lubi jazdę w dół, ale czasami lubi pojeździć w górkę lub na north-shore'ach. Rama - mocna, full. Skok 150-230 mm. Amortyzator jedno lub dwupółkowy o skoku 130 - 200 mm. Korba na wielowpust. Koniecznie napinacz. Pedały - platformy lub SPD. Koła jak najmocniejsze, 26 lub 24 cale. Hamulce tarczowe, hydrauliczne, tarcze 180 - 200 mm. Kierownica długa i wytrzymała, gięta. Mostek krótki i mocny (kostka). W chwili obecnej freeride dzieli się na obozy - jedni odchudzają swoje rowery, inni nie dbają o masę. Zależy to od tego co chcemy robić na naszym rowerze - pokonując dropa spadać jak kamień, czy zrobić jakiś efektowny trick. Wszystko zależy od Waszej wyobraźni.

Rower do downhill'u (DH)

- dla tych, którzy kochają jazdę w dół. Rower ten ma jeździć w dół (i to jak najszybciej), a nie w górę po kamienistych i wyboistych trasach. Liczy się wytrzymałość. Rama (full) powinna mieć skok 180 - 250 mm i być bardzo wytrzymała. Amortyzator dwupółkowy o skoku 170 - 250 mm. Korba na wielospust z dużymi zębatkami (44 zęby), konieczny napinacz. Pedały - najczęściej SPD. Koła jak najmocniejsze, obręcze dość szerokie, najlepiej "anti snakebite". Hamulce tarczowe, hydrauliczne (duże tarcze 200 - 250 mm). Opony - miękkie, liczy się przyczepność. Kierownica długa i wytrzymała, mostek krótki, często tzw "kostka".

Rower do street'u

- dla ludzi, którzy żyją i jeżdżą w mieście. Ale nie chodzi tu o jazdę "do sklepu po bułeczki", tylko o "street"! A więc skoki z murków, schodów, manuale, wallride, abubaca czy nawet jazda po skateparku - do tego jest taki rower. Wygląda on całkiem podobnie do roweru do dirtu i często można na rowerze do dirtu jeździć w streecie i odwrotnie. Więc rama stalowa (CrMo) - mała: 13-16 cali, sztywna i mocna. Wszelkiego typu wzmocnienia mile widziane. Często single speed ale z "lżejszym" przełożeniem, albo przerzutka z napinaczem. Mocne korby (wielowypust lub mocny kwadrat), pedały platformowe z pinami, kierownica także nie za długa ale mocna (najczęściej gięta), mostek krótki. Hamulce - najlepiej przód tarcza, tył szczękowy (tutaj także długie przewody lub rotor). Amortyzator - jednopólkowy, skok do 130 mm. Koła także mocne (24 lub 26 cali, jak kto woli). Opony - najczęściej slicki.

Rower do dirtu (DJ)

- jeżeli masz zamiar pokonać grawitację na hopach, to to jest właśnie rower dla Ciebie. Rower taki cechuje się przedewszystkim wytrzymałością i sztywnościa. Bo co z roweru do ditu, który po pierwszej hopie złamie się w pół? Tak więc najczęściej rower do dirty ma ramę hardtail ze stali (CrMo), z mocną główką i różnymi innymi wzmocenieniami (zależy od wymysłu producenta). Rama taka najczęsciej jest w rozmiarze 12-16 cali (aby umożliwić tricki typu can-can). Rower do dirtu najczęściej jest single-speedem, stąd też dobrym rozwiązaniem jst rama z drop-out (haki poziome). Oczywiście rower musi mięc mocne korby, najlepiej na wielowpust albo mocny kwadrat. Pedały - tylko platformy (najlepiej z pinami). Kierownica (najcześciej gięta) nie za szeroka (aby móc wykonać x-up'a), a mostek jak najkrótszy. Amortyzator (jeżeli nie sztywny widelec) to skok około 100-130 mm. Ważne są też mocne koła, 24 lub 26 calowe. Hamulce? Jeżeli są to najczęsciej jeden, z tyłu (ważne aby był długi przewód, aby móc zrobić x-up'a albo barspina) lub najlepiej rotor.

czwartek, 15 listopada 2007

Jeżdżąc rowerem w zimie, trzeba pamiętać o kilku sprawach:

  • Obniżając siodełko, obniżasz środek ciężkości roweru, co poprawia jego stabilność na śliskiej nawierzchni. Oczywiście, niżej połozone siodełko może utrudniać pedałowanie, ale ponieważ w zimie i tak nie należy jeździć zbyt szybko, więc nie jest to wielki problem.
  • Wyprostowana sylwetka pomaga w utrzymaniu równowagi. Jeśli jesteś zwolennikiem sportowej geometrii roweru, w zimie podnieś jednak mostek i kierownicę na maksymalną wysokość - najlepiej powyżej poziomu siodełka.
  • Przyczepność opon do podłoża można zdecydowanie poprawić, spuszczając z nich część powietrza (rzecz jasna z wyczuciem i bez przesady). W zimie, kiedy nawierzchnia dróg jest pokryta śniegiem, obręcze kół nie powinny się zniszczyć - tym bardziej, że nie należy w takich warunkach jeździć szybko i agresywnie.
  • Jazda w kopnym śniegu przypomina nieco jazdę po piaszczystej drodze; warto poćwiczyć przed sezonem zachowanie roweru w takiej sytuacji i metody walki z buksowaniem.
  • W dobrych sklepach rowerowych dostępne są zimowe opony rowerowe z kolcami (zdjęcie obok) - np. fińskiej firmy Nokian lub niemieckiej Schwalbe. Występują w wielkościach 26 i 28 cali. Są drogie - co najmniej 100 PLN, ale użytkownicy są z nich niezwykle zadowoleni. Warto wiedzieć, że najczęściej wystarcza w rowerze tylko jedna taka opona, założona na przednie (a nie tylne!!!) koło. Ale większość zimowych rowerzystów miejskich i tak nie zmienia na zimę opon i używa zwykłych semi-slicków (czyli normalnych opon do jazdy po ulicy). Uwaga: kolcowane opony nie pomogą w przypadku torów tramwajowych i tworzących się wzdłuż nich śniegowo - lodowych kolein.
  • Układ o trzech punktach podparcia jest niewywracalny - warto o tym pamiętać, jeżdżąc po śliskiej nawierzchni. Mocno trzymając kierownicę, zawsze możemy po prostu podeprzeć sie nogą...
  • W krytycznej sytuacji zawsze można zsiąść z roweru i po prostu przeprowadzić go (czy przenieść) przez zaspy czy oblodzony fragment jezdni.
  • W przypadku poślizgu przedniego koła, nie należy hamować (przednim hamulcem - absolutnie nie wolno!) czy wykonywać gwałtownych ruchów - po prostu należy pozwolić rowerowi sunąć w wybranym przezeń kierunku, można wręcz skierować w tamtą stronę kierownicę. Poślizg tylnego koła jest mniej niebezpieczny i zdarza się najczęściej przy zbyt ostrym hamowaniu.
  • Zanim pierwszy raz w życiu wyjedziemy na zaśnieżoną ulicę, warto trochę oswoić się ze śniegiem, jeżdżąc po podwórku czy parku i próbując różnych technik jazdy. Oczywiście o ile śnieg nie zaskoczy nas przed powrotem z pracy czy szkoły do domu...


źródło: http://www.rowery.org.pl

Rower w zimie

Tak, to nie dowcip - rowerem da się jeździć także w zimie, w śniegu i przy silnym mrozie. Autor tej strony (oraz wielu jego znajomych) spędził na rowerze wszystkie zimy od 1992 roku, nie opuszczając chyba żadnego dnia. Jazda rowerem w zimie jest możliwa - choć rzecz jasna wymaga dobrego przygotowania psychicznego. Jazda rowerem w zimie jest dużo łatwiejsza w mieście, niż poza nim, ze względu na generalnie lepsze utrzymanie dróg w terenie zabudowanym.

W zasadzie jazda rowerem po mieście na dobrze wyposażonym rowerze miejskim nie różni się wiele od jazdy w każdej innej porze roku - rzecz jasna wyjąwszy ciepłe ubranie. W przypadku rowerów górskich czy trekingowych mogą pojawić się pewne problemy w sytuacji, kiedy na drogach leży śnieg - ale o tym za chwilę. Aha - jeśli wciąż nie wierzysz, że jazda rowerem w zimie jest możliwa, odwiedź kanadyjską anglojęzyczną stronę poświęconą zupełnie już radykalnym zimowym harcom na rowerze - Icebike. Ale to nie wszystko: na Alasce co roku w lutym odbywa się na trasie tysiąca stu mil (prawie 1800 km) Iditasport Impossible - maraton rowerzystów, piechurów i narciarzy. Na alaskańskim śniegu przy temperaturze nierzadko minus 40 stopni wygrywają zazwyczaj rowerzyści. Zresztą jest ich najwięcej wśród uczestników tego hipermaratonu.

Zima - być może paradoksalnie - jest całkiem przyjaznym dla rowerzystów okresem. Po jesiennej słocie nadchodzą mrozy, dzięki którym poruszanie się rowerem jest przyjemniejsze: nie ma błota i kałuż, a rowerzyści nie muszą zmagać się z deszczem. Kiedy spadnie śnieg, nawierzchnia dróg robi sie biała, dzięki czemu w dzień i w nocy rowerzysta jest znacznie lepiej widoczny na jezdni. Nieuprzątnięty, ubity śnieg wyrównuje dziury w nawierzchni i ułatwia na przykład wjazdy na krawężnik. Oczywiście, zdarzają się okresy sporych utrudnień, np. obfite opady śniegu lub nieprzyjemne gwałtowne roztopy i następujące po nich mrozy, które paraliżują cały ruch na drogach, pokrywając je lodem - ale takich dni w zimie nie ma wiele. A jak się przygotować do jazdy rowerem w zimie?

Sprawdź, na jakim rowerze jeździsz

W zimie rower niszczy się znacznie szybciej, niż w jakimkolwiek innym okresie. Dotyczy to mniej samej ramy, a bardziej osprzętu. Dlatego jeśli ktoś używa lepszych przerzutek zewnętrznych, powinien je zdemontować i na okres zimy założyć najprymitywniejsze, używane Shimano TY-20, tym bardziej, że z wielu powodów w zimie nie należy jeździć szybko i agresywnie. Oczywiście, jak to w mieście, znów najlepsze okazują się najbardziej odporne na korozję przerzutki wewnętrzne. To samo dotyczy hamulców - w szczękach najbardziej rozpowszechnionych hamulców zewnętrznych, takiech jak V-brakes czy starsze "canti" gromadzi się śnieg (patrz zdjęcie obok), co czasem całkowicie uniemożliwia hamowanie!

Ubierz się ciepło

Najważniejszą rzeczą w zimowym rowerowaniu są ciepłe rękawiczki. Bez nich praktycznie trudno sobie wyobrazić jazdę rowerem na mrozie. Przy szybszej jeździe nagie dłonie grabieją i bolą - zapewne w ciągu kilku minut można je sobie odmrozić. Druga ważna rzecz to ciepły szalik, a trzecia - czapka, najlepiej z daszkiem, który skutecznie potrafi ochronić twarz, a zwłaszcza oczy rowerzysty przed zamiecią. Pozostałe elementy stroju w zasadzie są zdroworosądkowe - przy czym rzecz jasna ubranie nie powinno krępować ruchów. W zimniejsze dni warto dbać o kolana i zakładać na nie wełniane, elastyczne opaski (producenci odzieży rowerowej robią też takie z kombinowanej tkaniny windstopper, ale nie spotkałem ich w polskich sklepach rowerowych) - ocieplają one stawy i zapobiegają reumatyzmowi. Podobnie, czasem przydają się ubrane pod spodnie długie kalesony czy dres.

Rower na lodzie

Jazda w zimie różni się tym od jazdy w inne pory roku, że nawierzchnia staje się nieprzewidywalna. Przy ujemnej temperaturze jadąc szybko po suchym, zmrożonym asfalcie nagle możemy wpaść na fragment pokryty lodem. Dlatego generalnie w zimie należy unikać szybkiej jazdy i gwałtownych manewrów. Jest to szczególnie istotne, kiedy nawierzchnia jest pokryta cienką warstwą śniegu i nie widać, co się pod nią kryje. Szczegolnie zdradliwe są w zimie oblodzone koleiny, a przede wszystkim nierówne żeliwne pokrywy studzienek, na których można łatwo stracić równowagę - zwłaszcza, jeśli są oblodzone i schowane pod śniegiem. Tory tramwajowe to połączenie kolein z oblodzonym metalem - trzeba na nie uważać szczególnie i przekraczać je wyłącznie pod kątem maksymalnie zbliżonym do prostego.